Szczygieł. Osetowe życie

No cóż, jestem ofiarą urbanizacji, industrializacji i postępu techniki. Pierwszy raz w swoim życiu zobaczyłem szczygła wiele lat temu, gdy akurat rozmawiałem przez komórkę, a w drugiej ręce miałem cyfrowy już aparat fotograficzny. Szczygieł usiadł na jakimś drucie, tuż obok rozgadanego faceta. Byłem podwójnie podekscytowany, prowadzoną miłą rozmową i ptakiem, którego ujrzałem. Ale zdjęcie mu zrobiłem.

Rys. Jerzy Jabczyński

Rys. Jerzy Jabczyński

Na główce ostu

Wielokrotnie później widywałem szczygły i każdemu życzę zobaczyć ich w stadach, które często sięgają kilkadziesiąt osobników, ale oczywiście już po sezonie lęgowym, gdyż wtedy dopiero łączą się w grupy. Od pewnego już czasu bardzo żałuję, że kiedyś skupiałem się na fotografowaniu ptaków tylko w zbliżeniu, nie robiąc zdjęć bardziej środowiskowych. Nie raz widziałem takie kolonie szczygłów i zamiast uwiecznić je w całości, to próbowałem podejść na taką odległość, aby sfotografować z bliska poszczególne osobniki. Już teraz takich błędów robić nie będę.

Szczygły można obserwować w Polsce przez okrągły rok, choć są ptakami częściowo wędrownymi. To stworzonka bardzo ruchliwe, ślicznie ubarwione, uważane za jedne z najładniejszych naszych ptaków śpiewających, a przy tym wydające przyjemne dla naszego ucha dźwięki brzmiące jak dzwoneczki. Jakby tego było mało, to uznaje się, że gniazda szczygłów należą do najpiękniej i najlepiej utkanych w ogóle. Często wiele par buduje je obok siebie i mamy wtedy do czynienia wręcz z kolonią lęgową szczygłów. Znajdują się one jednak w wysokich koronach drzew, niewidoczne raczej dla człowieka. Najłatwiej natomiast obserwuje się szczygły siedzące na główkach ostu, gdyż nasiona tego krzewu są ich głównym i najbardziej ulubionym przysmakiem już od wczesnej jesieni. Zresztą łacińska nazwa szczygła pochodzi od słowa Carduus i oznacza nic innego, jak po prostu oset.

Czytaj dalej

Modraszka. Mały przyjaciel z karmnika

Różnica w wyglądzie między samcem a samicą w przypadku tego gatunku jest prawie niedostrzegalna. Co prawda samiec jest trochę intensywniej ubarwiony na niebiesko, szczególnie na głowie i skrzydłach, ale tę różnicę może dostrzec tylko bardzo doświadczony obserwator życia ptaków.

Rys. Jerzy Jabczyński

Rys. Jerzy Jabczyński

W promieniach UV

Zachodzi więc pytanie, jak sobie radzą z tym same ptaki, które przecież muszą w swoim świecie potrafić rozpoznawać płeć, ot choćby w kwestii wyboru partnera do prokreacji. Normalnie przecież świat dla ptaków jest szary, szczególnie przy ponurej pogodzie. Wtedy to nawet im nie chce się za bardzo fruwać, zjedzą co nieco rano i zaraz chowają się w swoje ciepłe i zaciszne kryjówki. Okazuje się bowiem, że niektóre ptaki, w tym modraszki, potrafią widzieć w promieniowaniu ultrafioletowym (UV). Przy słonecznej pogodzie niebieska czapeczka na głowie samca świeci bardzo intensywnie. Tak samo pokrywy jego skrzydeł. U samic te miejsca są mniej nasycone kolorem, bardziej bledsze. No i jesteśmy w domu. Samica, a u ptaków one zazwyczaj dobierają sobie partnera, wybiera najczęściej tych samców, którzy mają najbardziej intensywnie i jaskrawo ubarwione głowy. Ładniejszy samiec znaczy, że i lepsze geny, a tym samym bardziej wartościowe potomstwo, które będzie owocem tego wyboru. Oczywiście sukces lęgowy sikorek zależy dodatkowo także od zaradności i operatywności rodziców, przede wszystkim w dostarczaniu małym pożywienia.

Czytaj dalej

Sroka. Czarno – biały ptak

W Polsce jak do tej pory stwierdzono 450 gatunków ptaków *. Zdecydowanie duża grupa z nich może być bardzo trudna do właściwego rozpoznania przez „zwykłego” człowieka. Przyznam, że ja także z wieloma gatunkami miewam czasami problemy, by prawidłowo je oznaczyć, ot tak, na szybko, w czasie obserwacji lub fotografowania. Natomiast tego ptaka o „srokatym” upierzeniu po prostu nie sposób pomylić z innym ptakiem.

Rys. Jerzy Jabczyński

Rys. Jerzy Jabczyński

Bardzo długi ptak

Nawet najwięksi laicy w temacie ornitologii nie mogą mieć tutaj wątpliwości, że właściwie określą nazwę, gdy zobaczą ptaka w czarnych i białych tylko kolorach, i bardzo długim ogonie, z charakterystycznym zielono-niebieskim połyskiem. Musi to być sroka, zgrabny i piękny czarno-biały ptak. W systematyce awifauny długość ciała ptaka oblicza się od końca dzioba do końca ogona. W wypadku sroki wynosi ona, tak powiedzmy z malutką przesadą, około pół metra. Czyli prawie tyle samo, co dajmy na to myszołowa. Mogłoby się wydawać zatem, opierając się tylko na liczbach, że mamy tu do czynienia z bardzo „poważnym” ptakiem, jeżeli chodzi o jego posturę. Jednak w przypadku sroki na podaną w systematyce długość ciała, ponad połowa tego rozmiaru przypada właśnie na ogon.

Czytaj dalej

Zięba. Najpospolitszy łuszczak w Polsce

Prawdopodobnie jest to najbardziej liczny ptak lęgowy w naszym kraju. Jak donoszą źródła, w latach sześćdziesiątkach ubiegłego wieku nad polskim Wybrzeżem, jednego tylko jesiennego dnia zanotowano milion przelatujących zięb. Niesamowite, prawda?

Mały zazdrośnik

Niesamowite jest także i to, choć do końca niesprawdzone, ale jednak możliwe, że zięb w Polsce w okresie lęgowym może być tyle, ile nas, ludzi, czyli ze 40 milionów. Oblicza się także, że w lasach liściastych zagęszczenie gniazd jest tak duże, że jedno gniazdo zięby od drugiego może znajdować się nawet w odległości 50 m. Gniazda budowane są wyłącznie przez samice na gałęziach czy w krzewach i tak dobrze maskowane, że wręcz niemożliwe do wypatrzenia przez człowieka. Ona też wybiera miejsce, gdzie gniazdo będzie założone.

A co w tym czasie robi samiec? Ano strzeże zawzięcie swojego rewiru przed podchodami innych samców. Jest strasznie zazdrosny i z powodu tej jego przypadłości często dochodzi do  ostrych nawet bójek pomiędzy samcami zięb. W okresie wysiadywania jaj przez samicę, oprócz dokarmiania jej, fruwa gdzieś czujny w pobliżu, by w razie potrzeby swoim głosem ostrzec ją przed niebezpieczeństwem. Posiada samiec bardzo bogaty zestaw wydawanych dźwięków, zapewne zrozumiałych tylko dla danej pary.

Czytaj dalej

Gil. Zimowy gość

Ptaki te nie są w sumie zbyt płochliwe i skryte, jednak poza okresem zimowym trudno je wypatrzyć. Choć przebywają w naszym kraju przez okrągły rok, to zima jest czasem najlepszym do ich obserwacji. Można je często i łatwo zobaczyć wtedy w parkach, ogrodach czy nawet na drzewach osiedli mieszkaniowych.

Najlepiej podglądać zimą

Zdjęcia tutaj prezentowane wykonałem w grudniu i styczniu, czyli właśnie w okresie, kiedy stadka gili wychodzą z lasów i borów, gdzie do okresu zimowego siedzą cicho i spokojnie w koronach drzew świerkowych, choinkach czy gęstych krzewach. Wtedy trudno je przyuważyć, a w okresach lęgowych staje się to prawie niemożliwe. Pędzą wtedy bardzo skryty tryb życia. Poza tym na zimę przylatują do nas gile z terenów północnej i wschodniej Europy. Jest ich wtedy dużo więcej i tym bardziej stają się bardziej dostępne do obserwacji. Tamtejsze ptaki dodatkowo są mniej płochliwe niż nasze, rodzime gile. Są także bardziej puszyste w upierzeniu, co wynika z faktu, że w tamtych terenach jest po prostu dużo zimniej. To niejako grubsze ubranko pozwala im przetrwać silne mrozy.

Czytaj dalej

Kowalik. Europejczyk, który łazi głową w dół

Dziób ma prawie tak mocny jak mały dzięcioł, ale jednak nie potrafi samodzielnie wykuć dziupli. Za to potrafi dziuple już gotowe zawłaszczyć sobie, a i jeszcze tak ich otwór zakleić gliną, aby był wielkości jego ciała. Robi tak dlatego, żeby żaden inny ptak nie dał rady do niej wejść.

Dziób prawie jak u dzięcioła

Zresztą nie tylko dzięciołowe dziuple zajmuje on na okres opieki nad potomstwem. Także i budki lęgowe, których otwory również zakleja gliną zmieszaną ze swoją śliną. Wtedy żaden drapieżnik, czy to ptak czy ssak tam nie wejdzie i szkody młodym kowalikom nie zrobi. Kowalikowy dziób tak długi i mocny, widoczny dobrze na zdjęciach robionych z bliska, pomimo, że do kucia dziupli się nie nadaje, to jednak jest wykorzystywany we właściwy sposób. Dzięki niemu kowaliki mogą spod kory drzew wydobywać jaja i larwy owadów, które obok nasion w okresie zimowym stanowią podstawę jego wyżywienia. Jest też ptakiem okrutnie ruchliwym, skacze, dziobie, a kuje tak silnie, że słychać go podobnie jak dzięcioła z dużej nawet odległości.

Czytaj dalej

Kwiczoł. Bronią ich jest kupa

Są osoby, którym słowo „kwiczoł” kojarzy się wyłącznie z sympatycznym zbójnikiem od Janosika. Ale nie będzie to opowieść o tej postaci, tylko o jednym z ptaków drozdowatych.

Pavarotti to nie jest

Ptaki drozdowate są znane min. z tego, że ładnie śpiewają. Weźmy dla przykładu takiego kosa czy śpiewaka. One, jak na ptaki śpiewające przystało, potrafią tę czynność wykonywać przyzwoicie. A taki kwiczoł, przecież także drozd jak one, wypada przy nich bardzo bladziutko. To tak jakbym ja, dajmy na to, stanął na scenie obok mistrza Pavarottiego. Głosy pozostałych drozdów są naprawdę ładne, a śpiew kwiczoła dokładnie taki jak i jego nazwa, która dobrze go charakteryzuje. Wydaje z siebie głosy skrzypiące i kwiczące, takie „tszak-tszak-tszak”, jak byłby całkowicie z innej ptasiej rodziny. Ale za to jest choć towarzyski, lubi żyć w grupie, a przy tym nie jest ptakiem skrytym, co bardzo ułatwia jego obserwację.
A zresztą posłuchajcie* sami głosu kwiczoła.

Czytaj dalej

Recenzja książki „Ptaki Polski”, red. prowadzący Marek Szokalski, Carta Blanca 2008.

Otaczają nas niemal wszędzie. Gdy jesteśmy na dworze, gdzieś w oddali prawie zawsze słychać jest świergot ptaków. Nie ma zresztą nawet potrzeby wychodzenia z domu, aby je dojrzeć. Wystarczy popatrzeć przez okno.

Nie musimy posiadać prawie żadnych środków finansowych, nie ma tutaj uzależnienia od pór rok, nie potrzebujemy specjalistycznej wiedzy, aby zostać obserwatorem ptaków. Wystarczą tylko dobre chęci i potrzeba obcowania z przyrodą, aby przekonać się jakie to cuda ornitologiczne kryje nasz kraj. Tak mniej więcej wydawca książki „Ptaki Polski” zachęca potencjalnych czytelników do zainteresowania się światem awifauny.

Książka, o której piszę, nie jest typowym atlasem ptaków. Ten z czytelników, który chciałby dzięki niej nauczyć się identyfikować poszczególne gatunki będzie szczerze zawiedziony. Nie znajdziemy w niej także naukowych (łacińskich) nazw ptaków. Z drugiej jednak strony trzeba zauważyć, że typowych atlasów ptaków, ze szczegółowymi opisami poszczególnych gatunków, mamy na naszym rynku pod dostatkiem. Wydawanie więc kolejnej pozycji w konwencji atlasu mijałoby się moim zdaniem z celem, tym bardziej, że na początku 2008 roku wyszedł „Atlas Ptaków” tego samego autora. Czym więc jest ta książka jak nie atlasem ptaków? Określiłbym ją raczej jako album fotograficzny. Przedstawiono bowiem w nim na fotografiach ponad 200 gatunków ptaków gniazdujących, czy też pojawiających się w czasie przelotów w Polsce. Zdjęcia ukazują ptaki w rożnych sytuacjach czy też momentach ich życia. Jak napisał jeden z czytelników „dziwię się, że mamy w Polsce takie cudeńka”.

Czytaj dalej